Blog > Komentarze do wpisu
Apel
jesli jestes kobieta, ktora ma syna, ktora bedzie miala syna, ktora moze miec syna, babcia, ktora ma wnuczka zrodzonego z jej corki lub moze takiego miec, mezczyzna planujacym razem z partnerem zaadoptowanie chlopca... albo zwyczajnym facetem, ten apel jest do ciebie.
    partnerstwo. czym jest? traktowaniem kogos na rowni z soba? na pewno jest to teraz bardzo popularne slowo. prawie jak empatia czy asertywnosc. na wiekszosci portali i w prawie kazdej "kobiecej" prasie znajdziemy porady jak stworzyc partnerski zwiazek. mozecie zastosowac kazda ze znalezionych tam 2000 rad i na niewiele wam sie to zda. dlaczego? dlatego, ze emancypacja nam nosem i bokiem wyszla.
   rownouprawnienie. czym jest? sa to wywalczone w pocie czola i skwierczeniu stanikow rowne prawa dla obu plci. dzieki temu mozemy pracowac. mozemy nosic spodnie. mozemy pracowac na kierowniczych stanowiskach i zarabiac wiecej od mezczyzn. mozemy sie ksztalcic. mozemy zadecydowac kto zostanie naszym prezydentem. ale to tylko prawa. nie ma "rownoobowiazkowienia" (czy "rownoobowiazania" jak wolicie). ok, ktos powie, ze mamy prawo do nie sprzatania, nie gotowania, nie wychowywania dzieci. tylko kto to za nas zrobi?
   nie zdazylam jeszcze przezyc nawet cwierc stulecia. moj ojciec zbliza sie do magicznej polowy. nie ma pojecia o kuchni. potrafi usmazyc jajecznice oraz obsluzyc mikrofalowke i odgrzac sobie cos wczesniej przygotowanego przez nas (mnie i matke). raczej sie nie wtraca do kuchni i wierzy nam na slowo jesli twierdzimy, ze musi byc w niej tyle przypraw ile mowimy bo tak na prawde nie wie, ktorej do czego sie uzywa.
   moj dziadek potrafi ze zdziwieniem spytac dlaczego urwal sie benben od pralki, przeciez wcale tak duzo nie pierze. no jasne, gacie wypraly mu sie same. gdy babcia wyjezdzala na dzialke a on zostawal w warszawie to mial przygotowane w lodowce potrawy oznaczone numerkami. osobno mial instrukcie do kazdej- kiedy ma zjesc i w jaki sposob odgrzac, krok po kroku. a i tak nie wiedzial, ze taki kapusniak sam sie nie pomiesza. najczesciej konczylo sie na obiadach u nas.
   mojemu pradziadkowi babcia przynosila kapcie i gazete jak tylko wracal z pracy i rzucala sie do wykanczania obiadu. pradziadek czytajac kolumne sportowa oczekiwal na posilek a w trakcie jedzenia narzekal na jakosc potraw.
   prababcia miala najlatwiej. nie musiala pracowac, na jej glowie bylo tylko dbanie o dom za pieniadze zarobione przez pradziadka.
babcia poszla bardzo wczesnie na emeryture, jako ze byla przedszkolanka.
moja matka ma 46 lat i od poniedzialku do srody pracuje od 8 do 19 a w czwartki i piatki od 12 do 22.
   wyobrazcie sobie drogie kobitki, ze wracacie styrane do domu a tam czeka na was pyszny obiad, umyte dzieciaki, dom lsniacy czystoscia. wam pozostaje tylko wlozyc naczynia do zmywarki i nacisnac przycisk. ah, to maz wczesniej skonczyl prace i zamiast zalec na kanapie z pilotem w reku czy przed komputerem z padem w dloni zrobil to, co zrobic trzeba bo samo jakos nie chce.
   fajnie, prawda? chcialoby sie...
   dupa kochane panie, dupa. szanownemu panu mezu nie przyjdzie do glowy, ze psie klaki z podlogi same nie znikna a jedzenie samo do gara nie wejdzie. dlaczego ma mu cos takiego wpasc do mozgownicy? przeciez od dziecka bylo tak, ze te czynnosci robily sie same. no, moze matka troche im pomagala... argument, ze teraz kobiety wiecej pracuja? bez przesady... przeciez to nie zajmuje dlugo czasu, szast prast i po robocie. jego mama uwijala sie zanim zdazyl ze szkoly wrocic.
   czy dacie rade zmienic poglad waszego partnera? czy uda wam sie wprowadzic prawdziwie rowny podzial obowiazkow? czy jest to realne bez okrzykow "oh, jak cudownie, ze umyles te okna, ja taka mala i slaba... sama nie dalabym rady"? calkiem prawdopodobne, ze polegniecie w tej walce. chyba, ze wasz mezczyzna jest naprawde inteligentny a wy potraficie na spokojnie i logicznie przedstawic swoje argumenty, czyli innymi slowy, otworzyc mu oczy na szara rzeczywistosc i sprawic zeby nie tylko spojzal ale tez zobaczyl. wszystko byloby tak cudownie proste gdyby tylko ich matka, babka czy ciotka wychowala go inaczej. pokazala mu, ze trzeba nie tylko pomagac od swieta ale zwyczajnie zajmowac sie domem na rowni z kobieta. dlaczego by nie skoro ona w rownym a czasem nawet wiekszym stopniu zajmuje sie powiekszaniem wspolnego majatku?
   i teraz tylko i wylacznie od was zalezy czy ta sytuacja sie zmieni.
   nauczcie swoich synow zyc tak, aby czynnosci domowe czy zajmowanie sie dzieckiem bylo dla nich czyms naturalnym. moze kiedys wasza synowa pomysli o was z czuloscia i podziekuje za takie wychowanie jej meza. za ulatwienie jej zycia mimo tego, ze wy nie mialyscie tak latwo.
   nauczcie swoje corki by szukaly u mezczyzn pomocy i wsparcia przy tych zwyklych, domowych zajeciach, by nie staraly sie byc idealnymi matkami-polkami-gospodyniami-na-szostke.
   i same zrozumcie, ze jesli na meblach zagosci mily, miekki, miesieczny kurz to swiat nie przestanie sie kreic. i, ze mozecie wreczyc szmatke i 'super psikacz na kurz' mezowi.

   a wy, panowie... zastanowcie sie czy chcielibyscie zeby wasza corka byla wiecznie zmeczona i niezadowolona z zycia z powodu jego ciezaru? a czyjas corka? przeciez to taka sama kobieta. wiec dajcie fajny przyklad swoim synom i nie "wyreczajcie" swoje zony w codziennych obowiazkach tylko zwyczajnie "zrobcie to sami". bo wyreczyc to mozna kogos od czasu do czasu. i to cos musi byc jego obowiazkiem. a my, kobiety, nie mamy obowiazku sprzatac za was... co bedzie jak przestaniemy?

   i tym optymistycznym akcentem koncze te, wbrew pozorom wcale nie feministyczna, notke.



czwartek, 11 września 2008, made_in_poland-girl
Komentarze
2008/09/11 03:09:23
Oddam w dobre rece: wymiane klockow hamulcowych, oleju, koszenie trawnika, odsniezanie chodnika, reinstalacje systemu operacyjnego na komputerze, pyskowke w banku (Misiu idz to zalatw bo mnie szlag trafi) w sprawie kredytu na dom, dbanie o zaplacone rachunki i tone innych spraw, ktore sie jakos same nie chca rozwiazac.

W zamian moge przyjac gotowanie, prasowanie i sprzatanie klakow po kocie (co i tak robie).

Jedno wielkie pitolenie i tyle.
-
2008/09/11 10:39:12
Zacznę od ostatniego zdania - otóż notka jest wybitnie feministyczna. Do tego na kilometr można w niej wyczuć masę żali i pretensji.

Wykorzystałaś w notce dwa przykłady - jeden dotyczył członków Twojej rodziny, drugi był mocno ogólny.

Jeśli na poparcie swoich feministycznych dążeń używasz przykładu z własnego podwórka, to - wybacz - strzelasz sobie samobója. Zakładam bowiem, że przedstawiasz idee, które powinny przyświecać ludziom w życiu. Ale czy sama według nich żyjesz? To tak, jakby alkoholik potępiał innych pijących, samemu nic ze swoim problemem nie robiąc.

Drugi przykład, ten ogólny, to coś co nazywamy stereotypem. Nawet, jeśli w pozytywnym kontekście używasz wyrażenia "większość", to zawsze (zawsze!) pewna grupa osób będzie skrzywdzona. Dodatkowo piszesz to bardzo subiektywnie - kobieta styrana, tylko ona zna się na gotowaniu czy sprzątaniu. A facet - według Ciebie - to tylko nic nie potrafiąca maszynka do robienia kasy. Po pierwsze, jeśli idzie o starsze pokolenia (czyli np. Twojego pradziadka, dziadka czy nawet ojca) to były to tzw. inne czasy i wychowanie. Dziś jest już inaczej, młodsze pokolenia (w tym Twoje) żyją według zgoła odmiennych zasad. Po drugie, faceci też mają prawo (tak, tak - prócz obowiązków mamy też prawa!) czuć się zmęczeni lub czegoś po prostu nie potrafić.

Próbujesz z rodu kobiet zrobić męczennice, które dźwigają na barkach całą rodzinę. Zakładając nawet, że takie rodziny istnieją, to ja zadam jedno pytanie: "po cholerę za niego wychodziłaś, skoro taki straszny"? Dodatkowo mocno wyolbrzymiasz działania kobiet, spłycając działania mężczyzn.

Zakończyłaś wnioskiem, tak zrobię i ja. Twój tekst nasuwa mi na myśl aż dwa. Jeden podpowiada mi, że jesteś feministyczną idealistką. Zastrzegłaś jednak, iż tekst feministyczny nie jest. W takim razie skłaniam się do drugiego wniosku - z powodu braku szczęścia w temacie damsko-męskich relacji próbujesz wyładować swoje frustracje.

Tym optymistycznym akcentem kończę komentarz, wbrew pozorom nieszowinistyczny.
-
2008/09/11 12:13:03
no proszę MIPG nawet już darmową psychoanalizę masz.
Swoją drogą zabawne, bo wczoraj patrzyłam jak mój kolega każe swojej dziewczynie dźwigać za sobą ciężką torbę. Zwróciłam mu uwagę, to powiedział, że jest i tak dobry dla niej, bo... bo kurna co? Kiedyś jak ta durna niosłam za nim jego 2litrową colę, po czym zorientowałam się, że jest coś nie tak i mu ją wepchnęłam w puste ręce.

Kornik_K
wymianę oleju można robić w warsztacie samochodowym, tak jak wymianę klocków - tak robi moja mama, bo tata stwierdził, że jemu się nie chce,
koszenie trawnika - nie raz kosiłam trawnik, bo mojemu tacie się nie chciało,
odśnieżanie - j.w. właściwie co roku z mamą odśnieżamy /jak jest śnieg/
reinstalacja systemu - w czym problem? Kobieta potrafi.
pyskówka w banku - to się inaczej załatwia
płacenie za rachunki - nie widziałam, żeby jakiś facet dbał o to
być może trafiłam na niedorajdy, ale jako kobieta umiem to wszystko załatwić, więc nie pierdziel mi tu proszę, że to jest trudne dla kobiety.

Kurt - proszę mi tu nie naskakiwać na MIPG. "większość" nie oznacza "wszyscy" zatem nikt nie powinien czuć się urażony jeśli nie ma nic na sumieniu.
Prawda jest taka, że to w dużej mierze wina kobiet, że niektórzy faceci są niedorajdami, prawdziwych mężczyzn jest mało i oni potrafią dbać o kobietę. Niektórych trzeba wychowywać, bo matki nie dały sobie rady.

A przykłady z życia - czy blogerzy faktycznie są obiektywni? Drogi Kurcie - nikt nie jest obiektywny, a człowiek inteligentny ma swoje zdanie i swoje doświadczenia, jeśli ma tylko albo w większości negatywne doświadczenia w danej dziedzinie, to ciężko, żeby wierzył w to, że jest inaczej. Nie neguję tego, że prawdopodobnie są gdzieś na tym świecie mężczyźni, którzy nie traktują kobiety jako służącej, która posprząta, zarobi, ugotuje, da dupy, w zamian za to, że szanowny mężczyzna sadzi swą dupę przed telewizorem gdy wróci z pracy i uśmiechnie się, gdy będzie wszystko zrobione przez ową kobietę.

I proszę się na mnie nie obrażać, bo celowo napisałam niektórzy, a nie WSZYSCY. Nie jestem feministką też, ani sfrustrowaną starą kobietą.
-
2008/09/11 12:42:03
kornik_k - o! bardzo slusznie! zwroccie panowie uwage, ze pokazalam sprawe tylko od jednej strony. rownouprawnienie i rownoobowiazkowosc dzialaja w obie strony. niech mezczyzna pokaze mi jak zalatwic wymiane klockow. bo tego nie wiem, moze dlatego, ze jeszcze nie posiadam wlasnego samochodu. odsniezac umiem. kosic tez. i tez to robie :) reinstalacja czegokolwiek? powiem nieskromnie, ze potrafie nawet zlozyc komputer.
coraz wiecej kobiet jest "technicznych" i wykonuje w domu prace silowe.

kurtnovotny - gdyby notka byla feministyczna zaczynalaby sie mniej wiecej tak: "ci cholerni faceci nie widza jak bardzo sie meczymy drogie panie! nasze przodkinie, nasze ukochane siostry, ktore wyzwolily nas czesciowo od jazma...ple ple ple". nie moge napisac notki feministycznej z prostego powodu. nie cierpie feministek. a to dlatego, ze spotykam same glupie baby, ktore miela ozorem bez powodu i efektu, wyklocajac sie o jakies przepuszczanie w drzwiach czy cos w ten desen.

nie mam pretensji do matki mojego ojca za to jak go wychowala. wtedy, jak zreszta zauwazyles, byly inne czasy. tylko wlasnie te inne czasy owocuja teraz.
czy zyje wg tych idei chyba juz pokazalam w odpowiedzi do kornika.
podam inny przyklad, nie wziety z wlasnego podworka.
na jedne zajecia musialam zrobic z dziewczynami badanie. w trakcie tego badania musialysmy m.in. obserwowac dzieci. kazda miala przydzielona jakas ulice czy linie autobusowa i miala za zadanie liczyc. szukalysmy dzieci i sprawdzalysmy kto im towarzyszy oraz w jakiej sytuacji (spacer, zabawa, jakies zakupy, przychodnia itd). obserwacje przeprowadzalysmy w roznych godzinach. proba wynosila rowno 1000 osob. i na te 1000 osob, ktore towarzyszyly dzieciom (do lat 7 mniej wiecej) bylo 4 facetow. czterech. a dzieci byly przewaznie w takim wieku, ze nie wchodzila tu juz kwestia urlopu maciezynskiego czy wychowawczego, jesli wiesz co mam na mysli.

alez miejcie prawo czuc sie zmeczeni czy nie umiec czegos! tylko miejcie tez odwage przyznac sie do tego i wyrazic chec nauczenia sie...

pytanie typu "po cholere za niego wychodzilas, skoro taki straszny" jest, przepraszam ale wg mnie, glupie i ponizej wszelkiej krytyki.

wiem, ze wyolbrzymiam dzialania kobiec splycajac jednoczesnie te meskie. taki byl zamiar. chcac pokazac pewien stan rzeczy lepiej posluzyc sie lekka karykatura niz realizmem, prawda?

bardzo cie prosze, ciebie i wszystkich innych o nie bawienie sie w psychologa. nie macie odpowiednich kwalifikacji. powiem wiecej, prawdziwy psycholog nie pokusi sie o wysnucie tak daleko idacych wnioskow na podstatwie jednego wpisu czy krotkiego kontaktu...
mam mniej niz 25 lat i faceta rownolatka. prawie u mnie mieszka. ja nadal mieszkam z rodzicami. odkad zaczal przebywac u nas 90% swojego czasu i stapiac sie z rodzina przejal troche obowiazkow. wynosi smieci (robil to ojciec), oproznia zmywarke (robil to kazdy kto mial czas), przynosi mi ciezkie zakupy bo on jednym palcem podniesie 6kg ziemniakow a ja sie uginam pod 4. pomagal nam w remoncie. gdy ja zle sie czuje to sam wyjdzie z psem. ja wyjde sama gdy on jest zajety. czasem razem gotujemy a nawet jesli robie to ja to stara mi sie pomoc w czym sie da (rozlozenie talezy, sztuccow, posprzatanie na stole itd). jest glownym "wykonywaczem herbaty" w domu. naprawial komputer i to on glownie nauczyl mnie tego co wiem i umiem. nie sprzata, ale to na moja prosbe. jak bedziemy mieli wlasne mieszkanie to ok, tutaj, u rodzicow, zajme sie tym ja, powodu nie musze wam podawac ;)
mam faceta zloto.
klocimy sie tylko i wylacznie o kompa, wg mnie on, cholerny egoista, siedzi na nim czesciej i zmusza mnie tym, bym robila to co musze/chce do godziny 3 rano. ale sa postepy, ustepstwa z jednej i drugiej strony :)
aha, nie zdradza mnie, nie bije, nie pije prawie wcale, kocha mnie, okazuje to, mozemy porozmawiac na kazdy temat, razem sie smiac i razem plakac, za przeproszeniem chce mnie bzykac na okraglo czyli jestem porzadana, ja odpowiadam wzajemnoscia.
wiec gdzie ten brak szczescia w temacie damsko-meskich relacji?
-
2008/09/11 12:44:53
melasa - "A przykłady z życia - czy blogerzy faktycznie są obiektywni? Drogi Kurcie - nikt nie jest obiektywny, a człowiek inteligentny ma swoje zdanie i swoje doświadczenia, jeśli ma tylko albo w większości negatywne doświadczenia w danej dziedzinie, to ciężko, żeby wierzył w to, że jest inaczej. Nie neguję tego, że prawdopodobnie są gdzieś na tym świecie mężczyźni, którzy nie traktują kobiety jako służącej, która posprząta, zarobi, ugotuje, da dupy, w zamian za to, że szanowny mężczyzna sadzi swą dupę przed telewizorem gdy wróci z pracy i uśmiechnie się, gdy będzie wszystko zrobione przez ową kobietę."
o to, to, wlasnie to!
-
2008/09/11 21:39:37
Drogie Panie!;)

Po pierwsze, na nikogo nie zamierzam naskakiwać - jeśli mój komentarz tak został odebrany, to wierzcie, że nie takie było zamierzenie.

Po drugie - każdy ma prawo do własnej opinii i nie należy go krytykować, a jedynie podjąć konstruktywną dyskusję. Nazywanie moich twierdzeń głupimi ową dyskusję zabija w zarodku.

Po trzecie - faktycznie blogerzy są raczej subiektywni. Dlatego też poruszony przez MIPG temat wzbudza takie kontrowersje. Dotyczy bardzo ważnej sfery i subiektywna opinia zmusza do dyskusji (patrz: po drugie)

Po czwarte - przyznam otwarcie, że stwierdzeniami w notce poczułem się dotknięty, stąd mój komentarz. Wszelkie prace domowe nie tylko wykonuję, ale nawet w pewien sposób je lubię. Znające mnie kobiety z trudem w to wierzą. A jeśli idzie o inne sprawy - zbyt pięknym jest dla mnie związek z kobietą by marnować go na rzecz trzymania pilota w łapie;)
-
2008/09/11 22:06:28
Kurt - no właśnie nie należy krytykować. Powiedz mi tylko kto i kiedy tutaj nazwał Twoje stwierdzenia głupimi? Może Ci monitor szwankuje, a może mi klawiatura.
-
2008/09/11 22:25:57
jest, przepraszam ale wg mnie, glupie i ponizej wszelkiej krytyki.
i bede sie tego zdania trzymac, sorry

kurt - "Po czwarte - przyznam otwarcie, że stwierdzeniami w notce poczułem się dotknięty, stąd mój komentarz. Wszelkie prace domowe nie tylko wykonuję, ale nawet w pewien sposób je lubię. Znające mnie kobiety z trudem w to wierzą."
dlaczego z cudem w to wierza? moze dlatego, ze sa przyzwyczajone do czegos zupelnie innego? hm...? :]
-
2008/09/11 22:48:34
Dlatego ja nie krytykuję, tylko subiektywnie zbijam zawarte w notce tezy. Mam do tego prawo takie samo, jak wszyscy inni.

Moje stwierdzenia zostały nazwane głupimi, co potwierdziła MIPG w swoim komentarzu (pytanie typu "po cholerę za niego wychodziłaś, skoro taki straszny" jest, przepraszam ale wg mnie, głupie i poniżej wszelkiej krytyki.). Czemu za takowe uważasz owe pytanie? Przecież wiele spraw można dostrzec jeszcze przed ślubem, prawda?

MIPG - nie wierzą w to, bo może same są faktycznie do czego innego przyzwyczajone. Jednak moim (subiektywnym) zdaniem, zwyczajnie ulegają takim samym stereotypom, które opisujesz w swojej notce.
-
2008/09/12 11:13:18
Mieszkam sam, piorę sam, sprzątam sam, odkurzam sam, gotuję jak mi się chce bo dla jednej osoby nie za bardzo się opłaca, nie mam nałogów, jestem samodzielny finansowo, nie będąc informatykiem rozwiązałem problem z którym nie mogło sobie poradzić czterech "komputerowych magików", więc chyba jestem zaradny, moje poglądy znajdziecie we wiadomym zakątku sieci a wychowała mnie rodzicielka, którą opisałem tu:

raz79.blox.pl/2008/05/26-MAJA-CZYLI-DZIEN-MATKI.html

Wygląd: Siwiejący brunet o tajemniczym spojrzeniu, wymiarowa budowa ciała, wskaźnik BMI=21.
Drogie Panie, jakieś oferty? ;)

P.S:
W sobotę powinienem wrócić do pisania.
-
2008/09/16 12:33:54
Taki pozornie niereformowalny typ, też jest do wychowania. Wystarczy przyzwyczaić go, że w domu jest czysto, poprane, poprasowane, ugotowane, a potem przestać to robić. Tak jak w moim przypadku okazało się, ze mąż potrafi włączyć pralkę, obsłużyć żelazko, ugotować obiad, umyć gary czy podłogę. I cud - nie umarł od tego!
W zamian ja wykonuję czasem czynności zwane "męskimi",np. związane z elektroniką, elektryką, hydrauliką. I korona mi z głowy nie spada. Szafę jednak przesuwa on, nie dlatego, ze to męska działka, ale dlatego, ze ma lepsze ku temu warunki fizyczne.
Tak, przeczytałam to sobie i pięknie to w tekscie wygląda....ale nie ma tak kolorowo i zajefajniebiście. Bo jeśli on nie wykona typowo męskiej czynności, ja nie wykonam typowo kuro-domowej. Bo ja mściwa jestem, ot co! :)
Partnerstwo to fajna sprawa, szkoda, ze to nie jest tak proste, jak łatwo sie to pisze.
-
2008/09/16 23:38:23
no bo wlasnie mi chodzi o to, ze te baby to by chcialy a to nie ma tak latwo i od razu... a szkoda :D
a co do naglego przestania... moja znajoma dorwala robote odpowiadajaca jej wyksztalceniu (wreszcie!). niestety wiazalo sie to z tym, ze miesiac jest w domu a drugi miesiac na planie, najczesciej o dziwnej godzinie lub iles-set km od warszawy. sila rzeczy jak jej nie bylo czy padala na pysk to nie gotowala, nie zmywala, nie sprzatala oraz nie wyprawiala dziecka do szkoly. maz wytrzymal 3 takie "sesje". odszedl xD bo on ma wiecznie koszule pogiete :/
teraz znajoma ma stala gosposie, ktora jej sprzata, gotuje, prasuje etc, czasem zostaje z dzieckiem na noc. a moja kolezanka ma swiety, anielski spokoj :)
-
2009/01/28 09:38:38
My rozwiązalismy te kwestie chyba ( tak przynajmniej uważam ) sprawiedliwie czyli każdy z nas wykonuje te obowiązki które lubi i tak ja płace rachunki , i gotuje obiady , druga połowa zmywa i robi śniadania i kolacje , pierzemy pospołu w zależności kto kuknie do kosza z praniem , śmieci wywala ten kto pierwszy wychodzi na zewnętrzną , każdy sprząta po sobie łazienkę , do pokoju syna nikt się nie wtrąca bo po co to w końcu jego pokój My tam gości nie przyjmujemy , po zakupy chadzamy we dwoje ja i druga połowa lub ja i syn , ktoś to musi dźwigać bo nie mamy auta :( I powiem wam moim mili nikt się nie uskarża , nie ma w domu żadnych dyskusji na temat tego co kto ma robić ...........i jest dobrze aha śniadanie dostaje nawet do łóżka i kapcie po pracy też mi druga połowa czasem przyniesie :) a ja czasem skocze mu po piwko i....... jest dobrze :)